Dhobi Ghat
- tomasz wyrwas
- Category: Mumbai
- Hits: 0
Jedną z największych atrakcji Bombaju są bez wątpienia największe na świecie pralnie pod gołym niebem zwane Dhobi Ghat. Nazwa Dhobi pochodzi od kasty specjalizującej się w praniu odzieży. Opłaty mają oczywiście są niższe niż w pralniach chemicznych, więc korzystają z nich nie tylko hotele i szpitale, ale również gospodarstwa domowe.
Podobno dziennie około 10 tys. praczy jest w stanie wyprać do miliona różnych rzeczy. Praca jest w systemie zmianowym, a zmiany zaczynają się o 4, 16 i o północy. Wszystko suszy się na sznurkach mających 50 tys. metrów.

W 1853 Brytyjczycy ukończyli pierwszą linie kolejową w Indiach, która połączyła Victoria Terminus z Thane, małym miasteczkiem znajdującym się 34 km na północ od Bombaju. W 1947 roku, kiedy opuszczali perłę w koronie królewskich kolonii, dysponowała ona największą na świecie siecią połączeń. Dzisiaj indyjska kolej to największy pracodawca na świecie, zatrudniający 1,5 mln osób, a kilka milionów zarabia w bardziej lub mniej oficjalny sposób.
Trzeci dzien zmagan z Indianami... Nie bede sie zbytnio rozpisywal, z netem slabo, musielismy isc na turystyczna dzielice na Colabie. Ogolnie upal, wiem ze jest wam ciezko to czytac, bo uwas pewnie cos na minusie, a my tu spoceni chodzimy. Pogoda nie taka zla, porownywalna z naszym latem, wiec da sie zyc. Hotel mamy obok stacji Wiktorii, 5 minut drogi... Pierwszego dnia poszlismy na rekonesans na miasto, wczoraj glowna atrakcja bylo Dharavi ,najwiekse slamsy w Azji, a dzisiaj wlasnie wrocilismy z wyspy Elephanta (godzina drogi statkiem). Zdjecia po przyjezdzie... Moze cos napisze z naszego hotelu, mieli uruchomic internet... Zostajemy w Mumbaju do piatku, pozniej jedziemy na 3 dni do Aurangabad (jakos tak)Bilety kupilismy, ale zostaly tylko w przedziale z Indianami, wiec bedzie wesolo... Po dwoch dniach zarcia w McDonaldsie, dzisiaj juz zjedlismy nasz przydzial jedzenia, tym razem ryz. No tak szwedamy sie po 10 godzin dziennie, umeczeni, wiec nie ma czego zazdroscic :). No, moze tego slonca... Sciskamy mocno...
Indie uzyskały niepodległość w 1947 roku i rozpoczęły się pracę nad konstytucją. Po dwóch latach 26 stycznia 1950 roku ostatecznie została uchwalona ustawa zasadnicza i od tego dnia Indie stały się oficjalnie republiką. Data nie była przypadkowa. 20 lat wcześniej Indyjski Kongres Narodowy przyjął Deklarację Niepodległości, dokument wzywający do walki o całkowitą niezależność od Imperium Brytyjskiego.
Jednym z punktów koniecznym do zobaczenia w Bombaju jest Elephanta Island. Wyspa oddalona jest od miasta o 10 km i rejs statkiem trwa godzinę czasu. Największą atrakcją wyspy są groty z wykutymi w skale posągami. Jeżeli decydujecie się na wyjazd do Aurangabadu, to oczywiście można sobie darować, bo po skalnych świątyniach w Ellorze i Ajancie Elephanta wygląda co najmniej jak „ubogi krewny”.

Wieczorkiem, po przyjeździe z Trimbaku, tradycyjnie udaliśmy się w kierunku Tanku i poszwędać się uliczkami starej części miasta. Aga została zaczepiona przez Hinduskę, która jak sie okazało w czasie rozmowy, byla wcześniej Hindusem. Nawet poznalismy jej(jego) męża. Ja chcialem zrobić zdjęcie Sadhu, który jest tutaj glówną postacią życia religijnego, bo ma swój domek na Tanku. Zdaje mi się, że wcześniej widzialem go w jakimś programie podróżniczym. Koleś od 13 lat śpi na stojąco. Ma podwieszaną szmatkę, do której chowa jedną nogę, drugą stojąc na ziemi. No ma taki odpał. Wcześniej musialem przypozowac do zdjęć, bo przyszlo 10 młodych Indian - nie wiem o co chodzi. Zakończyłem ich fotografowanie, bo zaczęli mnie już trochę irytować; a grupowo, a po 2 osoby, a teraz indywidualnie...
Indie zaskakują i tak na prawdę można spodziewać się wszystkiego i co najważniejsze, trzeba być na to przygotowanym. Podążając za światełkami i muzyczką, weszliśmy na wesele, zostając oczywiście honorowymi gośćmi. Oprowadzono nas po kuchni, pokazano jak wiąże się specjalne nakrycia głowy i nawet zaproszono do konsumpcji. Ja musiałem porobić fotki, najpierw wszystkim chłopakom w tradycyjnych nakryciach głowy, a później całej rodzinie. Po przyjedzie panny młodej, załapałem się na sesje zdjęciową, więc i ja trochę skorzystałem, uważając, żeby nie wchodzić w paradę zamówionemu miejscowemu fotografowi.