W końcu minął mi katar, ale gardło boli. Dzień miał być bardzo łagodny, a wyszedł z największym obciążeniem dla naszych kończyn. Po tradycyjnym śniadanku ruszyliśmy na Mea Sharim. Dzielnica ortodoksów to istna wycieczka w czasie. Większość mijających nas kobiet i mężczyzn ubrana na czarno i podejrzliwie patrzy ukradkiem na obcych. No my się w tło nie wkomponowaliśmy. Ja ubrany w jasne spodnie i zieloną kurtkę, a Aga w kolorowej czapce i z żarówiastym żółtym plecakiem. Dodatkowo trzeba uważać na robienie zdjęć, bo co chwila ostrzeżenie, że mieszkańcy sobie tego nie życzą, a wredni potrafią być. Dzisiaj zapuściliśmy się w boczne uliczki i na szczęście żadnych przygód nie mieliśmy, bo starałem się nie afiszować z aparatem.