Trzeci dzien zmagan z Indianami... Nie bede sie zbytnio rozpisywal, z netem slabo, musielismy isc na turystyczna dzielice na Colabie. Ogolnie upal, wiem ze jest wam ciezko to czytac, bo uwas pewnie cos na minusie, a my tu spoceni chodzimy. Pogoda nie taka zla, porownywalna z naszym latem, wiec da sie zyc. Hotel mamy obok stacji Wiktorii, 5 minut drogi... Pierwszego dnia poszlismy na rekonesans na miasto, wczoraj glowna atrakcja bylo Dharavi ,najwiekse slamsy w Azji, a dzisiaj wlasnie wrocilismy z wyspy Elephanta (godzina drogi statkiem). Zdjecia po przyjezdzie... Moze cos napisze z naszego hotelu, mieli uruchomic internet... Zostajemy w Mumbaju do piatku, pozniej jedziemy na 3 dni do Aurangabad (jakos tak)Bilety kupilismy, ale zostaly tylko w przedziale z Indianami, wiec bedzie wesolo... Po dwoch dniach zarcia w McDonaldsie, dzisiaj juz zjedlismy nasz przydzial jedzenia, tym razem ryz. No tak szwedamy sie po 10 godzin dziennie, umeczeni, wiec nie ma czego zazdroscic :). No, moze tego slonca... Sciskamy mocno...

Jedną z największych atrakcji Bombaju są bez wątpienia największe na świecie pralnie pod gołym niebem zwane Dhobi Ghat. Nazwa Dhobi pochodzi od kasty specjalizującej się w praniu odzieży. Opłaty mają oczywiście są niższe niż w pralniach chemicznych, więc korzystają z nich nie tylko hotele i szpitale, ale również gospodarstwa domowe.
Wiadomo, człowiek musi sobie od czasu do czasu polatać (jak to stwierdził Maklakiewicz w Wniebowziętych) i musi poobserwować świat z góry. My najpierw udaliśmy się do zachodniej części Shinjuku, aby po wjechaniu na 45 piętro Biura Zarządu Miejskiego Tokio obejrzeć panoramę metropolii. Nasi japońscy gospodarze byli bardzo gościnni - piętro widokowe udostępniane jest za darmo.




