Essaouira odpoczynek
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 2

W piątek ruszyliśmy o świcie na sesję foto. Odwiedziliśmy port i szwendaliśmy się po Medinie. Szkoda, że nie pozwalają sobie Marokańczycy robić zdjęć, więc z Magdą skupiamy się na detalach architektonicznych. Dla mnie to trochę odmiany po Indiach, gdzie największą frajdę sprawia poznawanie ludzi, którzy interesują się innym człowiekiem, chcą się czegoś dowiedzieć o innej kulturze. Tutaj miałem tylko monolog muzułmanina, o tym jaka to jego religia jest wspaniała, i żebym sam odnalazł Allaha w sobie.






Dzisiaj z rana poszedłem znów nad Tank. Tym razem samotnie. Aga została w hotelu, a ja chciałem w ostatni dzień skorzystać ze "złotej godziny" i porobić trochę fotek. Po wyjściu z hotelu pierwszy napotkany Baba przypomniał mi, że nie zabrałem ze sobą pieniędzy, więc i tak musiałem Księżniczkę obudzić. Tak jak się spodziewałem, Sidhu ograbiły mnie z resztek pieniędzy, bo każdy chciał po 10 rupii na herbatkę. Ja swoja herbatę wypiłem za to za darmo. Z 1 rupia w kieszeni, pogadalem z Czajarzem i sam mnie poczęstował.
Wieczorkiem, po przyjeździe z Trimbaku, tradycyjnie udaliśmy się w kierunku Tanku i poszwędać się uliczkami starej części miasta. Aga została zaczepiona przez Hinduskę, która jak sie okazało w czasie rozmowy, byla wcześniej Hindusem. Nawet poznalismy jej(jego) męża. Ja chcialem zrobić zdjęcie Sadhu, który jest tutaj glówną postacią życia religijnego, bo ma swój domek na Tanku. Zdaje mi się, że wcześniej widzialem go w jakimś programie podróżniczym. Koleś od 13 lat śpi na stojąco. Ma podwieszaną szmatkę, do której chowa jedną nogę, drugą stojąc na ziemi. No ma taki odpał. Wcześniej musialem przypozowac do zdjęć, bo przyszlo 10 młodych Indian - nie wiem o co chodzi. Zakończyłem ich fotografowanie, bo zaczęli mnie już trochę irytować; a grupowo, a po 2 osoby, a teraz indywidualnie...
