Marrakesh day1
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 0

Pierwszy dzień za nami. Przyjechaliśmy do Marrakeszu po 4 godzinach jazdy pociągiem. Dworce bardzo czyste i naprawdę mogą się nimi pochwalić. W Marrakeszu Aga zorientowała się w informacji ile kosztuje taxi do naszego Ryadu - max 16 DRM. Pod dworcem taksiarze mieli inne zdanie - 60 :). Znalazł się jeden, który podrzucił nas za całkowitą cenę 20. Podwiózł nas pod starówkę (medinę) i resztę mieliśmy iść 10 min do naszego miejsca przeznaczenia. Wąskie uliczki i brak oznaczeń sprawił, że się zgubiliśmy.
Marrakesh day1 1/2
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 0

Ruszyliśmy w miasto w najgorszej porze dnia, po 11 kiedy słonce już ochoczo przemieszczało się po horyzoncie. Upał ponad 40 stopni, aparaty rozgrzane i nie można dotknąć obudowy. Ruszyliśmy trasą dobrze nam już znaną, kierując się na południowo-wschodnie obrzeża mediny. Słońce w najwyższym punkcie i trudno znaleźć trochę cienia, żeby przedostać się dalej. Przyjęliśmy taktykę „żabich skoków” jaką amerykanie zastosowali na Pacyfiku w czasie II wojny światowej. Po 30 minutach marszu, odpoczywaliśmy w pierwszej lepszej knajpie, aby uzupełnić wszystko to co do tego czasu uciekło przez skórę. Z biegiem czasu, przerwy stawały się coraz dłuższe, a pokonywane odległości coraz krótsze.
Atlas Wysoki
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 0

Własnie wylądowaliśmy w hotelu. Odebrali nas o 7 rano i jestesmy w drodze na największe wydmy na Saharze w Maroku (jak pisalismy). Miało być max. 12 osób, a busa mamy na 17, więc jedziemy cali załadowani. Towarzystwo międzynarodowe, a my jesteśmy najstarsi. No cóż, takie czasy....

Kulminacyjnym punktem naszej wycieczki była Merzouga, mieścina w której trzeba przesiąść się na wielbłądy, gdyż najzwyczajniej w świecie kończy się droga. Patrząc na mapę widać, że z Marakeszu zrobiliśmy około 600 km, więc kawał Maroka już zwiedzony. Zapakowano nas na grzbiet dromaderów i ruszyliśmy pod opieką Berberów na pustynię. Półtora godzinna podróż do najlepszych nie należała, bo pierwszy raz w życiu korzystaliśmy z usług niezmechanizowanego transportu. Przydała się Arafatka, którą przywieźliśmy z Izraela, bo kilka razy zaatakował nas silny podmuch wiatru niosący ze sobą gorący piach. Ja nawet założyłem ochrony kapturek na plecak, ale po pierwszym podmuchu został wchłonięty przez Saharę. Obozowisko położone pod największą wydmą składało się z kilku namiotów.

Odpoczęliśmy w Rijadzie w Marrakeszu po pustynnej przygodzie i trzeba było przemieścić się na zachód nad Pacyfik. Dobrze, że poszliśmy z Agą kupić bilety na dworzec autobusowy, który na szczęście znajdował się kilkaset metrów od miejsca naszego kwaterowania. Wybraliśmy CTM, czyli narodowego przewoźnika, który przede wszystkim zastępuje kolej, na terenach, gdzie nie można dostać się tą drogą. Bilety po 75 DRH plus 5 za bagaż. Ruszyliśmy w samo południe w 3,5 godz. podróż klimatyzowanym autokarem, w którym większość stanowili zagraniczni turyści.
Essaouira odpoczynek
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 1

W piątek ruszyliśmy o świcie na sesję foto. Odwiedziliśmy port i szwendaliśmy się po Medinie. Szkoda, że nie pozwalają sobie Marokańczycy robić zdjęć, więc z Magdą skupiamy się na detalach architektonicznych. Dla mnie to trochę odmiany po Indiach, gdzie największą frajdę sprawia poznawanie ludzi, którzy interesują się innym człowiekiem, chcą się czegoś dowiedzieć o innej kulturze. Tutaj miałem tylko monolog muzułmanina, o tym jaka to jego religia jest wspaniała, i żebym sam odnalazł Allaha w sobie.
W drodze do Fezu
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 1
Ostatni dzień w Essaouirze. Wykorzystaliśmy maksymalnie jak mogliśmy naszą ostatnią dobę hotelową. Dobrze, że pozwolono nam zostawić plecaki, więc mogliśmy jeszcze swobodnie pochodzić po mieście. Zaliczyliśmy ostatnie punkty: bastion oraz targ z przyprawami. Odwiedziliśmy plażę miejską i tym razem wzięliśmy leżaczki, zbijając cenę z 25 DRH za osobę na 50 za naszą trójkę. Odrobina luksusu na pożegnanie.

Siedemnaście godzin w podróży. Dobrze, że nie było dużo ludzi w autobusie i każdy miał po dwa miejsca, więc można było „zmrużyć oko”. W Fezie wzięliśmy taksę (20 DRH), a później daliśmy zarobić lokalnym drobnym przedsiębiorcom, którzy zapakowali nasze bagaże na wózek i przeprowadzili nas wąskimi uliczkami do naszego Riadu. Skasowali tyle co taksówkarz, a na nasze uwagi, że 10 DRH będzie dobrze, pokazali oburzeni, że musieli ciężko pracować (cały czas mieli z górki). Może jakby dostali po 100 Euro powiedzieliby dziękuje.
Fez, dzień drugi
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 1

Z samego rana ruszyliśmy oglądać największą turystyczną atrakcje Fezu - farbiarnie. Dobrze maszerowało się o 8 rano, bo kramiki jeszcze nie otworzone, turystów nie ma i słoneczko też nie weszło na maksymalne obroty. Doprowadził nas napotkany Marokańczyk, który oszczędził nam sporo czasu w znalezieniu interesującego nas miejsca. Pracę farbiarni najlepiej jest obserwować z balkonów sklepów z galanterią skórzaną. Płaci się 10 DRH za wejście, no chyba że ktoś kupi coś z asortymentu, wtedy opłata nie jest już pobierana. Ze względu na zapach oprawianych skór, rozdaje się turystom mięte, którą mogą łagodzić niezbyt miłą dla nozdrzy woń. My nic nie potrzebowaliśmy, może z powodu wczesnej pory i małej intensywności smrodu, a może tak zadziałała na nas cofka z odprowadzenia wody, która wypełniła z rana nasz pokój w riadzie.
Chefchaouen
- tomasz wyrwas
- Category: news
- Hits: 1
Mogliśmy już opuścić Fez, najgorszy ze wszystkich naszych pokoi na trasie i ruszyć na północ. Dworzec autobusowy znajduje się bardzo blisko mediny, ale z pełnym obciążeniem pokonywanie stromych wzniesień to spore wyzwanie. Postanowiliśmy wziąć taksówkę. Taksiarz zapewne ma siedemnaścioro dzieci, komplet czterech żon na jakie pozwala mu islam i ledwie wiąże koniec z końcem, bo zaśpiewał nam po 20 DRH od osoby za trasę 500 metrów. Dzień wcześniej jechaliśmy za 20 DRH kilka kilometrów, więc pogoniliśmy dziada, który widząc turystów obładowanych bagażami jak choinki w 40 stopniowym upale myślał, że zgodzą się na drenaż portfela. Za 20 DRH wynajęliśmy pana z wózkiem, który przetransportował nam bagaże. Z przeciwieństwie do tragarzy wynajętych po przyjeździe, ten musiał się namęczyć.
